Drukuj
Kategoria: Ludzie

W ostatnich dniach zanotowaliśmy duży wzrost zachorowań w naszym kraju, mimo wprowadzenia już na wczesnym etapie dość znaczących ograniczeń. Patrząc jeszcze kilkanaście dni temu na naszych zachodnich sąsiadów, widzieliśmy jak władze Niemiec dość „lekko” podchodziły do tematu koronawirusa. Ale teraz śledząc doniesienia stamtąd oraz rozmawiając z Polakami mieszkającymi na co dzień w Niemczech, można odnieść wrażenie że w walce z epidemią Berlin jest już kilka kroków przed nami.

A jak to wygląda okiem zwykłego mieszkańca? Zapraszamy do rozmowy z pochodzącym z Chrobrza Konradem Liberkiem, który mieszka w okolicach Kolonii, w zachodnich Niemczech.

Jak z Twojej perspektywy wyglądało podejście Berlina i poszczególnych landów do zagrożenia epidemią?

Nie wiem jak jest w samym Berlinie ale myślę że było podobnie jak u nas w Nadrenii Północnej-Westfalii. Na początku bardzo lekceważyły sytuację i władze nic w zasadzie nie robiły, a przecież już podczas karnawału były przypadki zarażeń. O tym się słyszało. Myślę że władze nie chciały odwoływać słynnych w Niemczech pochodów i imprez z tym związanych. W poszczególnych landach zaczęto dość późno reagować. Za późno były izolowane te miejsca gdzie pojawiały się ogniska zachorowań. Dopiero od jakichś około 2 tygodni są zamknięte szkoły i wielkie centra handlowe. Nawet kina i inne miejsca gdzie gromadzą się ludzie, takie jak teatry, dyskoteki był otwarte. Oczywiście był ruch dużo mniejszy niż normalnie ale to na pewno dlatego że niektórzy sami zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji i nie wychodzili z domów. Dużo Niemców jest oburzonych tym, że niemiecki rząd przespał sytuacje i teras wirus bardzo się rozprzestrzenił.

Tak jak zaznaczyłem we wstąpię wydawało że Polska poważniej podeszła do zagrożenia. A jak teraz to wygląda w Niemczech?

Tak Polska bardzo szybko zareagowała na rozwijającą się sytuacje i pozamykała szkoły, kina, a także granice. W Niemczech granice zamknęli dopiero 27-28 marca, a i tak Polacy czy choćby Czesi mogą wjeżdżać. Teraz pozamykane jest podobnie jak w Polsce, większość miejsc gdzie mogą się gromadzić ludzie. Proszą o to żeby nie wychodzić z domu. Jeśli to możliwe zakaz spotkań więcej niż 2 osoby. Wszystko podobnie jak u nas w kraju, ale tak jak mówię wprowadzone dużo później.

Czy tam gdzie mieszkasz odnotowano dużo zachorowań?

Ja mieszkam w landzie Nadrenia Północna-Westfalia (NRW) i u mnie w landzie jest 17,91 mln ludności. W całym NRW, na dzień dzisiejszy czyli 28 .03  jest 11 400 zdiagnozowanych przypadków, w tym 98 osób zmarło. W całych Niemczech jest już 52 547 zdiagnozowanych,  a 389 osób zmarło. Mieszkam w małym miasteczku, około 65 tys, mieszkańców i  mamy w sumie 38 przypadków osób chorych na koronawirusa, z czego 11 osób już wyzdrowiało. Nikt nie zmarł. Są to obrzeża Koln (ponad 1 mln mieszkańców) i tam w niedziele było 1319 przypadków, w tym 96 nowych, a 40 na intensywnej terapii i 462 poddanych kwarantannie.

Jak mieszkańcy podchodzą do obostrzeń i jakie są to ograniczenia?

Dużo osób nie stosowało się do zaleceń. Pogoda była ładna, to spotykali się w restauracjach, na placach zabaw i w miejscach gdzie jak jest ładna pogoda to robią pikniki w weekendy (co widać na jednym ze zdjęć które przesłałem).  Bundestag w porozumieniu z prezydentami wszystkich landów, na wideokonferencji podjął decyzje o zaostrzeniu kar i wprowadzeniu zakazu przebywania więcej niż 2 osób w miejscach publicznych. Teraz każdy się boi kar, mandatów i widać po ulicach, ze kto na prawdę nie musi to nie wychodzi z domu. 

Jak się to wszystko zaczęło była pokusa żeby wrócić jak inni do kraju?

Miałem przylecieć do Polski jeszcze przed przymusową kwarantanną, ale jednak zdecydowałem się zostać w Niemczech i nie narażać rodziny; dzieci i żony na niebezpieczeństwo zarażeniem się koronawirusem. Na pewno znacząca liczba osób jest zarażona i przechodzi chorobę covid19 bez widocznych objawów, wolałem po prostu nie ryzykować.

Dlatego apeluje do wszystkich siedźcie w domach i nie wychodźcie bez potrzeby, bo mamy przykład Włoch, Hiszpanii, gdzie społeczeństwo nie stosowało się do zaleceń władz sanitarnych danego kraju, w których sjesty i imprezy to codzienność, wiem jak to u nich wyglądało, bo mieszkałem też jakiś czas we Włoszech, i ta ich beztroskość doprowadziła do tragedii.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał Paweł Bochniak, chroberz.info

wywiad niemcy chroberz konrad liberek kolonia koronawirus 
Tak wyglądają obecnie ulice niemieckich miast...


... a tak wyglądały jeszcze kilka dni temu.