Panorama na Wolę CHroberskąBył letni dzień. Miałem wtedy może czternaście lat. Wracaliśmy z ojcem pieszo z Kostrzeszyńskiego Pola. W Korcach dogoniła nas furmanka. Ojciec znał się z woźnicą. Po wymianie uprzejmości woźnica zaprosił nas na wóz. Droga była rozmiękła i błotnista, bo poprzedniego dnia padał deszcz, co oczywiście nie sprzyjało szybkiej jeździe, ale za to sprzyjało rozmowie. Ojciec z woźnicą rozmawiali o wszystkim: o pogodzie, przyrodzie, urodzaju..., a ponieważ wypadała rocznica istnienia II Republiki Pińczowskiej zaczęli rozmawiać o tamtych zdarzeniach i akcjach. W pewnym momencie ojciec powiedział:

- No i ta akcja, kiedy to od nas zabrali tamtych Niemców.
- Wiecie, to ja do nich strzelałem
- powiedział woźnica.
- Jak to się stało, że ten jeden postrzelony i przebity bagnetem przeżył? – zapytał ojciec.
-To właśnie tak miało być – odpowiedział woźnica.

Panorama na Wolę Chroberską z Wielkiej Góry
Panorama na Wolę Chroberską spod "Wielkiej Góry" (fot. Paweł B.)

Dojechaliśmy do drogi, gdzie pasowało nam wysiąść. Woźnica zatrzymał się, a my wysiedliśmy. Po chwili woźnica pożegnał się i pojechał Gościńcem dalej w kierunku Zawarży.

Kto to jest? - zapytałem ojca.
Edek L. z Zagorzyc – odparł ojciec .

O tym wydarzeniu słyszałem od mego ojca zarówno wcześniej jak i później. Tata miał „obsesję” wojny. Ciągle wracał do wojennych spraw. Miał doskonałą, wręcz niespotykaną pamięć. Pamiętał ze szczegółami wydarzenia, daty, liczby i nazwiska. Lubił wspominać. Tamto zdarzenie tak relacjonował:

Była późna jesień 1944 roku. Republika Pińczowska pod presją niemieckich sił zakończyła swoje istnienie. W połowie sierpnia partyzantka z AK przeszła do podziemia, partyzantka lewicowa poszła za front. Wieczorami widać było od strony Stopnicy łuny i błyski rozrywających się pocisków przeciwlotniczych. Niemcy, przy pomocy miejscowej ludności zmuszonej do pracy, wybudowali już na Nidzie linię obronną A1. W Woli Chroberskiej stacjonował pododdział żołnierzy niemieckich. Nadzorowali wyrąb i transport drewna niezbędnego do rozbudowy umocnień obronnych w Chrobrzu i jego okolicach. W szeregach oddziału byli także tak zwani „Ruscy”. Kim byli „Ruscy”, trudno powiedzieć. Niektórzy z nich mieli broń, a inni nie. Ci, którzy nie mieli broni, mieli konie, a nawet wozy. Robili za woźniców. Prawdopodobnie byli to jeńcy radzieccy, którzy czy to dobrowolnie, czy to pod przymusem, zostali wcieleni do pododdziałów Wermachtu. Wszyscy oni byli zakwaterowani w miejscowych domach. Każdego wieczoru wystawiali warty.

Widok na
Widok na "Wielką Górę" w Woli Chroberskiej (autor foto. w kuszak, panoramio.com)

Pewnego, chyba już grudniowego dnia, do jednej „wolskiej panny” Marysi przyszła z Aleksandrowa koleżanka. Mówiła, że zostanie na noc. Młodzi niemieccy żołnierze czuli się w wiosce dość bezpiecznie i swobodnie, oraz jak to zwykle bywa flirtowali z miejscowymi dziewczętami. Nagle z nad Wielkiej Góry wyleciały dwa radzieckie samoloty. Jeden z nich oddał salwę z karabinu maszynowego pociskami zapalającymi. Zapaliła się Szostakowa stodoła. Niemcy kierowali akcją gaśniczą, a także brali w niej czynny udział. W tym czasie koleżanka Marysi „ulotniła się”. Prawie nikt tego nie zauważył. Po ugaszonym pożarze żołnierze niemieccy , w tym także tzw. „Ruscy”, w chałupie u Franciszka Grzywny zrobili sobie małą libację. Karabiny postawili w kącie, a sami siedzieli i biesiadowali przy stole. Nagle nieoczekiwanie wpadł do mieszkania Sasza z PEPESZEM w ręku i krzyknął z całych sił - Hände hoch! Wszyscy posłusznie wstali i podnieśli ręce.

Sasza był radzieckim jeńcem, który uciekł z niemieckiej niewoli i przystał do polskich partyzantów. Był dobrym druhem Romana Kałuży z Zagaja Stradowskiego. Przeżył wojnę, wrócił do ZSRR i prawdopodobnie jak każdy, kto się poddał do niewoli w nagrodę rąbał choinki na Syberii. Po wojnie kilkakrotnie odwiedzał Polskę i Zagaje Stradowskie. W 1979 roku widziałem go i słyszałem jak przemawiał podczas odznaczania Zagaja Stradowskiego Krzyżem Grunwaldu II klasy.

Wracając jednak do tamtej nocy: Niemców, którzy nie mieli broni zwolniono. Pozostałych prowadzono przez pola, aż do lasu, potem przez Mały Dołek i Dulnice. Za leśniczówką kilkaset metrów od miejsca, gdzie trzydzieści parę lat później dumnie przemawiał Sasza, żołnierzy niemieckich rozebrano do naga, rozstrzelano, a następnie każdego dźgnięto bagnetem. Później wrzucono ich do ziemianki i przykryto gałęziami.

Mały DOłek w Woli CHroberskiej po prawej
Na prawo "Mały Dołek" w Woli Chroberskiej (autor foto w kuszak, panoramio.com)

Jeden z Niemców odzyskał przytomność. Wyszedł spod gałęzi ranny, nagi i bosy. Nasłuchując szczekania psów doszedł do Zagaja Stradowskiego i poprosił miejscowych Polaków, by zawieziono go do Chrobrza, byleby tylko nie przez Wolę Chroberską. Niemca umyto, opatrzono mu rany, ubrano, a później przez Zawarżę zawieziono do Chrobrza, gdzie stacjonowało jego dowództwo. W drodze do Chrobrza opowiadał, że ci, którzy jego oddział zatrzymali i rozstrzelali mówili po rosyjsku i niemiecku.

Niemckie dowództwo zarządziło natychmiastowe poszukiwania zwłok swoich zabitych żołnierzy, ale miejscowi tak prowadzili poszukiwania, aby nic nie znaleźć. W Woli Chroberskiej zapanował strach. Obawiano się, że Niemcy spacyfikują wieś. Mieszkańców wymordują, a zabudowania spalą. Niektórzy młodzi udawali się w pośpiechu do rodzin w okolicznych wsiach, aby uniknąć najgorszego. Najpewniej jedynie bliskość frontu i zimowa ofensywa Armii Czerwonej z 12 stycznia 1945 roku przyczyniła się do tego, że Niemcy nie zdążyli przeprowadzić akcji odwetowej.

Będąc małym chłopcem przysłuchiwałem się rozmowom starszych, wśród których pamięć o tamtych dniach wciąż była żywa. Nie raz słyszałem stawiane pytania, na ile śmierć kilkunastu żołnierzy wroga przyczyniła się do szybszego zakończenia wojny? Czy w tamtych okolicznościach warto było narażać życie mieszkańców wioski?

Autor: Aleksy Kumor, logo chroberz.info Zdjęcia: jak w podpisach.

Od Redakcji: Zachęcamy do przesyłania swoich opowiadań, wspomnień lub sugestii dotyczących kolejnych tematów, które powinny być poruszane z cyklu "Ludzie". Zachęcam również do zapoznania się z pozostałymi artykułami z tego cyklu.