Fakt, że przetrwał do czasów nam współczesnych zakrawa na cud. Ocalał dzięki grupie ludzi, którzy ryzykowali własnym życiem. Funkcjonuje obok nas, a mało kto zdaje sobie z tego sprawę. O kim, a raczej o czym mowa? O tym w kolejnym artykule z cyklu „Czy wiesz, że...”.

Przedmiot mojego kolejnego artykułu zaliczany jest do najstarszych pamiątek kultury materialnej na Ponidziu. „Pamięta” czasy Jagiellonów. Co ciekawe mało osób go widziało, natomiast prawie każdy z mieszkańców Chrobrza, czy z odwiedzających naszą miejscowość go słyszał. Bohaterem dzisiejszego artykułu jest XVI wieczny dzwon, który znajduje się w drewnianej dzwonnicy w Chrobrzu.


Chroberska dzwonnica w obecnym kształcie datowana na XIX wiek 

Zgodnie z tradycją i zapisami m.in. w kronice Długosza oraz Marcina Kromera, parafia w Chrobrzu  powstała na początku XI wieku, kiedy to Bolesław Chrobry wracał z wyprawy kijowskiej. Drewniany kościół przetrwał do XVI wieku, wtedy to uległ spaleniu. Na jego miejscu wojewoda zawichojski i sandomierski Stanisław Tarnowski ,ówczesny właściciel dóbr chroberskich, ufundował murowaną świątynie. Konsekrował ją sufragan krakowski Marcin Białobrzeski w 1576 r.

Wraz z budową nowego kościoła nie zapomniano o ważnych elementach wyposażenia jakim były dzwony. Znajdowały się najprawdopodobniej w drewnianej dzwonnicy, która wymieniana jest już w dokumentach lustracyjnych z 1595 roku. Jak udało się ustalić nasza parafia posiadała wtedy 3 piękne dzwony. Dwa wykonane zostały przez zakład ludwisarski Sebaldusa Kenncza. Jeden w 1568 roku, a drugi w 1569. Natomiast trzeci z datą 1590.

Jak pisze ksiądz Siarkowski w swojej publikacji „Dzwony guberni kieleckiej” z 1878 roku,  odlewaniem dzwonów dla kościołów w naszym regionie zajmowali się Niemcy, którzy osiedlali się w naszym kraju. Dopiero od XV wieku spotykamy się z wyraźnym oznakowywaniem sprzętów kościelnych poprzez umieszczanie na nich nazwisk twórców. Za przykład ksiądz Siarkowski podaje właśnie Chroberz i dwa miejscowe dzwony opatrzone nazwiskiem ludwisarza „Sebaldus Kenncz”. Duchowny milczy o trzecim, największym dzwonie, opatrzonym datą 1590 oraz inskrypcjami: na jednej stronie inicjałami Piotra Myszkowskiego – dziedzica majątku Chroberz, a na drugiej herbami „Łodzia” oraz herbem „Jastrzębie”, a także inicjałami Tomasza Borzykowskiego ówczesnego proboszcza parafii.


Dzwon z datą 1590 rok. 

Dlaczego ostatni, najbardziej okazały dzwon został pominięty przez księdza w swojej publikacji? Z tym pytaniem spotkałem się w nieocenionej pracy innego duchownego, księdza Jana Wiśniewskiego „Historyczny opis kościołów, miast, zabytków i pamiątek w pińczowskiem, skalbmierskiem, wiślickiem” (1927r.). Być może powodem jest fakt, że ksiądz Władysław Siarkowski nie inwentaryzuje w swojej pracy dzwonów, tylko wymienia charakterystyczne, będące potwierdzeniem jego tez. Tak jak choćby tej związanej z udokumentowaniem początków zamieszczania nazwisk ludwisarzy na swoich dziełach – przypadek dwóch dzwonów z Chrobrza (z 1568 i 1569 roku). Trzeci dzwon nie ma nazwy zakładu w którym został odlany i pewnie dlatego nie znalazł się w publikacji.

Los chroberskich dzwonów, na przestrzeni wieków był dramatyczny i tylko największy z nich cieszy nas swoim czystym dźwiękiem po dziś dzień.

W 1916 roku władze austriackie zarekwirowały dwa najstarsze dzwony z 1568 i 1569 roku. Były one zdecydowanie mniejsze od tego z 1590 roku, łatwiej można je było zdemontować i przetransportować. Parafii pozostawiono ten z inicjałami proboszcza Borzykowskiego.

Na nic zdały się protesty, że są one „starożytne, przedstawiające historyczną wartość”.  Austriacki Komendant Obwodu Pińczowskiego Zygmunt Dobiecki - Grzymała odpisał 20 października 1916 roku, że „Dzwony nie mogą być zwrócone gdyż w całej Monarchji również o historycznej wartości dzwony dla celów wojskowych zabrano”. Parafrazując powiedzenie, można powiedzieć, że „ręka podniesiona na chroberskie dzwony została odrąbana” - pułkownik Dobiecki – Grzymała  zmarł w niecałe 30 dni po napisaniu tej odpowiedzi. Dokładnie 17 listopada 1916 r. Został pochowany na cmentarzu w Pińczowie.

Ocalał trzeci dzwon, który szczęśliwie przetrwał zawieruchę I wojny światowej oraz okres międzywojenny. 1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa, najtragiczniejszy konflikt zbrojny w dziejach świata. Działania wojenne nie oszczędzały nikogo i niczego. Każda próba sprzeciwu wobec okupanta w większości przypadków kończył się tragicznie dla obywateli państw okupowanych.

Już 15 marca 1940 roku, kilka miesięcy po napadzie hitlerowców na Polskę, Hermann Göring kazał sporządzić szczegółową ewidencję wszystkich dzwonów, które znajdowały się na terenach okupowanych.  Hitlerowska machina również w tym przypadku była doskonale zorganizowana i niezwykle skuteczna w sukcesywnym i planowym rabunku dzwonów.

Kwestią czasu było kiedy chroberska parafia będzie musiała oddać swój cenny zabytek. Mieszkańcy Chrobrza podjęli jednak próbę ratowania dzwonu. Mimo grożącego niebezpieczeństwa, z karą śmierci włącznie, grupa kilku osób dotarła do Niemca, który za „łapówkę” zgodził się wypisać fałszywe zaświadczenie o zarekwirowaniu dzwonu. Kolejnym krokiem było jego zdjęcie, co nie było prostą sprawą. Zbudowano specjalne rusztowanie, zamontowano przekładnie i spuszczono dzwon na łańcuchach do dołu wykopanego w podłodze dzwonnicy. Akcją ratunkową kierował m.in. Józef Górecki (szofer hrabiego Wielopolskiego), kowal Władysław Bogdan oraz Stanisław Zając. Dzięki poświęceniu tych osób dzwon ocalał i zaraz po wojnie wrócił na swoje miejsce.

Z zawieszaniem dzwonu związana jest tragiczna historia. Prace przy jego mocowaniu prowadzono w niezwykle ciepłe dni. Młodzież chłodziła się kąpiąc w Nidzie. Gdy mocowano go na szczycie dzwonnicy,  drogą przechodził chłopiec, który rzucił retorycznie: „Ciekawe komu zabije pierwszemu?”. Po kilku godzinach okazało się, że chłopak, syn miejscowej aptekarki, utonął w Nidzie i to właśnie na jego pogrzebie dzwon zabił po raz pierwszy. Chłopiec pochowany został na miejscowym cmentarzu, a jego matka wyjechała z Chrobrza nie mogąc pogodzić się z tragiczną śmiercią jedynaka.

W dobie wszechogarniającej nas nowoczesności i wkraczającym w nasze życie nowinkom technicznym, nadal możemy się cieszyć dźwiękiem XVI wiecznego dzwonu, a nie nagraniem z płyty CD jak w niektórych kościołach.

Pamiętajmy również o ludziach dzięki odwadze których kolejne pokolenia będą mogły podziwiać XVI wieczny dzwon. 

 
Autor: Paweł Bochniak, 
Autor dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i oparte na faktach oraz aby nie naruszały praw osób trzecich. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości proszę o kontakt pod adresem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów w całości bądź we fragmentach zawartych w artykule bez wiedzy autora zabronione.
 
 
Zwracam się do naszych Internautów o pomoc w zbieraniu informacji dotyczących Chrobrza, jego historii, miejsc i ludzi. Jeśli posiadacie jakieś wiadomości czy też zdjęcia lub dokumenty, to proszę o kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. , tel. kom. 692 427 281. Stwórzmy razem kompendium wiedzy o Chrobrzu.!