Byli unicestwiani bez względu na płeć czy wiek. Zabijano całe rodziny. Jedna z najtragiczniejszych historii w dziejach Chrobrza dotyczy 30 letniego mężczyzny i jego około 10 letniej córki.


grafugrafika do artykułu
[Aktualizacja artykułu 26.11.2017r.]
 
Do tematu historii społeczności żydowskiej w Chrobrzu podchodziłem w ostatnim roku dwukrotnie. Niestety za każdym razem bezowocnie. Dokończenie go utrudniało wiele rzeczy, ale głównie fragmentaryczność zebranych informacji. Trzecie podejście postanowiłem zakończyć bez względu na to czy uda się zgromadzić więcej informacji czy też nie. Stwierdziłem, że i tak nie ma żadnych publikacji traktujących o społeczności żydowskiej w naszej miejscowości, a więc publikacja zebranych przeze mnie danych może kiedyś posłużyć do rozwinięcia wątku.
 
Mimo, iż żyli obok nas przez kilka wieków zniknęli z naszego krajobrazu w „mgnieniu oka” jakim dla historii jest okres około 5 lat. Chroberz nie był jednolity pod względem wyznaniowym czy też narodowościowym, tak jak to jest obecnie. Obok katolików którzy stanowili główną część mieszkańców miejscowości mieliśmy także sąsiadów wyznania prawosławnego, a także ewangelickiego. Mieszkały w naszej miejscowości również katolickie rodziny romskie, Litwini, obywatele francuscy, Rosjanie oraz rodziny żydowskie. Do tej pory temat Żydów w Chrobrzu i okolicy nie był praktycznie poruszany, prawdopodobnie ze względu na ubóstwo materiałów źródłowych. Tak mi się przynajmniej wydaje. Chociaż powody mogą być też inne. Nie zawsze dla nas miłe.
 
Pierwszy związek Chrobrza ze starozakonnymi nie był zbyt fortunny. Na przełomie XIV i XV wieku właściciele wsi mieli spore problemy związane z długami zaciągniętymi u krakowskich Żydów. 10 lutego 1400 roku, Żyd Kanaan z Krakowa pozwał m.in. Jakuba z Chrobrza, z rodu Pałuków herbu Topór, o dług zaciągnięty przez jego ojca, nieżyjącego już Stanisława. Otton z Miławczyc oraz Żegota herbu Topór z Łękawy posiadali prawa do części Chrobrza. W 1400 roku w rozliczeniu długu, przekazali prawa do tej części Żydowi Osmanowi (lub jak podaje ksiądz J.Wiśniewski - Hosmanowi). Ten natomiast przekazał swoją część w zarząd Janowi z Tęczyna, kasztelanowi krakowskiemu.
 
Nagrobek Stanisława Tarnowskiego w kościele parafialnym w Chrobrzu (fot. Teresa Spychała, panoramio.com)
 
Również rycerz pasowany Gaweł z Chrobrza miał problemy natury finansowej. Jego wierzycielami byli... nie inaczej- krakowscy Żydzi. Problemy związane z zadłużeniem współwłaścicieli Chrobrza trwały prawdopodobnie do połowy XV wieku. Scalanie Chrobrza jako swoich dóbr, ród Tęczyńskich zakończył około 1535 roku. W 1536 roku zmarł bezpotomnie Andrzej Tęczyński, a w 1541 r. jego brat Jan. Około 1552 roku Chroberz i Kozubów kupił za 70 000 florenów Stanisław Tarnowski. Niestety brak jakiejkolwiek wzmianki czy w tym czasie mieszkali u nas wyznawcy judaizmu.
 
Ciężko określić kiedy zaczęli się osiedlać ale najpewniej związani byli ściśle z Żydami pińczowskimi i działoszyckimi. Już w 2 poł. XVII istniała w Pińczowie gmina żydowska, a miasto na przestrzeni wieków stało się jednym z ważniejszych ośrodków żydowskich na mapie naszego kraju. Związane to było z szeregiem przywilejów, którymi obdarzani byli Żydzi przez kolejnych dziedziców Pińczowa. Oczywiście nie licząc kilku wyjątków. Jak choćby ten z 1843 roku, kiedy to margrabia Aleksander Wielopolski, właściciel klucza pińczowskiego z siedzibą w Chrobrzu, wszedł w spór z czterema starozakonnymi. Spór zaognił się do tego stopnia, że w marcu 1843 roku, czterej pijani chłopi z Chrobrza napadli na dom Żyda Kochena i pobili domowników. Nie wiadomo jaki obrót przyjęłyby wydarzenia gdyby nie interwencja mieszkańców miasta oraz miejscowych urzędników. Nie zrażeni tym chroberscy chłopi stawiali dalszy opór i wykrzykiwali, że są ludźmi hrabiego Wielopolskiego i nic im nikt nie zrobi. Wydarzenia te znalazły finał w sądzie. Wyrokiem którego (z września 1851 roku) margrabia Aleksander Wielopolski uznany został winnym naruszenia porządku publicznego i skazany na karę grzywny oraz pokrycie kosztów śledztwa i procesu.

Młyn Lejbusia na Mirowie (obecnie dzielnica Pińczowa) - lata międzywojenne XX wieku (źródło internet)
 
Niefortunny konflikt z lat 40-tych XIX wieku nie rzutował na przyszłe stosunki, na linii Wielopolscy – Żydzi, o czym przekonać się można było już w listopadzie 1853 roku. Margrabia podpisał umowę z introligatorem Dawidem Kasztanem na oprawę książek dla chroberskiej biblioteki, której siedzibą miał zostać nowobudowany pałac. Kasztan na czas wykonywanej pracy przeniósł się do Chrobrza i mieszkał tu do roku 1859.
 
W 1862 roku margrabia Wielopolski jako cywilny Namiestnik Królestwa Polskiego wydał rozporządzenie uchylające dotychczas obowiązujące ograniczenia dla Żydów, m.in. dotyczące miejsca zamieszkania, zakupu nieruchomości, pełnienia funkcji publicznych, a co najważniejsze zniesione zostały też odrębne podatki dla Żydów.
 
Margrabia Aleksander Wielopolski (źródło internet)
 
Nic więc dziwnego, że podczas pogrzebu margrabiego w Młodzawach Małych obecna była bardzo liczna delegacja żydowska. Natomiast rodzina Wielopolskich uczestniczyła w nabożeństwie żałobnym odprawianym w synagodze.
 
W dokumentach Urzędu Stanu Cywilnego w Pińczowie oraz Działoszycach zachowały się informacje o Żydach z gminy Chroberz. W księgach zmarłych z Pińczowa pod pozycją 48 widnieje zmarła Rude Fayner, której ojcem był Hoim Fayner, a matką Mindla Chroberska. W rejestrze zmarłych mieszkańców działoszyckiej gminy żydowskiej z lat 1856 – 1861 odnajdujemy mieszkańców gminy Chroberz: w 1856 roku zmarła 5 letnia Zyśla Spyro z Ksawerowa oraz Marya Bruner z Mozgawy, lat 55, córka Lewki oraz Ruchli Jaskoel. W roku 1857 zmarł zaraz po urodzeniu (w 15 dniu) Aron Księżar z Mozgawy, syn Jakoba i Ruchli. W tym samym roku odnotowano zgon 7 miesięcznego Fiszela Szyj Bajgelmachera z Byczowa, syna miejscowego gospodarza o imieniu Mosiek oraz Lai. Również w 1857 roku zmarła 2 letnia Ruchla Spokojny z Byczowa, dziecko gospodarza Joska oraz Sury. W szóstej godzinie życia zmarło dziecko Majera i Szajndly Zabner z Ksawerowa w ówczesnej gminie Chroberz. Rodzice nie zdążyli nadać dziecku imienia i ta rubryka jest z oznaczeniem płci dziecka („M”) jako potomka męskiego.Ten rok był niezwykle tragiczny dla mieszkańców Byczowa. Rejestr odnotowuje kolejne zgony wśród dzieci – Lewkowicz Zelman, żył 14 dni, syn wyrobnika Izraela oraz Kajli Rajzla z Byczowa. Niedługo potem śmierć kolejnego dziecka Izraela i Kajli, 2 letniej Szandli Jachety. Również 2 lata miał Josek Kafel z Byczowa, syn wyrobnika Majorza i Brandli. W 1858 roku wyrobnik Majer Fajner i jego żona Sura zgłosili śmierć 6 miesięcznego syna Arona. W tym roku również zmarła 22 letnia Ryfka Słomnicki z Ksawerowa. W 1859 roku w spisie odnotowano zgon 24 - latka Lewka Prajsa, a także rocznego Siapsi Holtzbergera z Ksawerowa (syn Izraela oraz Gitli) oraz 3 dniowej dziewczynki Zabner (Żabner) z Ksawerowa . W 1860 odnotowano zgon Żydówki z Chrobrza – 61 letniej Ruchli Fiszliński (jej synem był Abrama Fiszliński) oraz 85 letniej wdowy Margules Mouszaj z Ksawerowa. W 1861 roku pod numerem pierwszym znajdujemy dziecko płci męskiej, które żyło tylko 6 dni. Ojciec zmarł przed jego narodzinami, a matka Gołda Zułty z Ksawerowa nie nadała mu jeszcze imienia. W tym roku odnotowano jeszcze 3 zgony z Ksawerowa – 4 letniego Szyj Kazimierskiego, 2 letniej Anny Spiry oraz 6 miesięcznej Fajgli Rotman.
 
Sprzedaż karpi na rynku pińczowskim - okres międzywojenny (źródło internet)
 
Rejestr zawartych małżeństw przez obywateli wyznania mojżeszowego w latach 1869 – 1884 w gminie żydowskiej w Działoszycach wymienia nazwiska z gminy Chroberz: Hana Prajs (Chroberz), Limka Żabner (Ksawerów), Szmul Mechanik (Ksawerów), Joska Fiszliński (Byczów), Abel Zabner (Ksawerów).
 
Dane statystyczne z 1909 roku podają, że gminę Chroberz zamieszkiwało 6 269 mieszkańców, w tym 158 Żydów. Trzeba jednak pamiętać, że w skład ówczesnej gminy Chroberz wchodziła miejscowość Byczów – żydowska kolonia rolnicza, którą założyli Wielopolscy. Pierwszy spis powszechny przeprowadzony w 1921 roku przynosi nam odpowiedź, co do liczb z tego okresu. Gmina Chroberz liczyła 6 318 mieszkańców, w tym 107 wyznania mojżeszowego. W samym Chrobrzu mieszkało 21 Żydów, z czego 20 podawało narodowość żydowską, a jeden polską. W sąsiednich Wojsławicach żyło 14 wyznawców judaizmu, w Zawarży 7 – miu, którzy na pytanie o narodowość odpowiadali, że są Polakami. W Byczowie mieszkało 20 Żydów, którzy w przeciwieństwie do chroberskich Żydów podawali się za Polaków. W Nieprowicach natomiast we wsi, jak i w folwarku było w sumie 12 Żydów. W Woli Chroberskiej, i Rudawie nie było rodzin tego wyznania. Oprócz tego w naszej miejscowości mieszkał jeden Rosjanin, Francuzka (guwernantka u Wielopolskich – przyp. Redakcji) oraz jeden Litwin.
 
Wykaz dzieci z klasy IV z 1916 roku Szkoły Powszechnej w Chrobrzu informuje, że uczęszczało 10 dzieci wyznania rzymsko-katolickiego, 1 ewangelickiego i 1 prawosławne. Żadnego natomiast żydowskiego.
 
W późniejszych latach byli to pojedynczy uczniowie. W latach 30 -tych do szkoły w Chrobrzu chodził np. Szmul (Szmulewicz?) Abram, z rodziny żydowskiej która prowadziła sklep spożywczy w naszej miejscowości. Uczęszczał na wszystkie lekcje z wyjątkiem, jak łatwo się można domyślać, religii.
 
W dokumentach archiwalnych znajdujemy informacje o Żydach pochodzących z Chrobrza i piastujących różne stanowiska w gminach żydowskich. W miasteczku Janów, leżącym w powiecie częstochowskim, w latach 20 – tych XX wieku, rzezakiem był Moszek Chroberski (rzezak - rzeźnik dokonujący uboju zgodnie z żydowskimi zasadami religijnymi). W 1927 roku Moszek interweniował nawet w Ministerstwie Wyznań II RP o podwyższenie poborów. Za ubój wołu lub krowy pobierał 5 zł, cielęcia, kozy, owcy – 1,50 zł, indyka, gęsi – 75 gr, kury – 30 gr, kurczęcia – 15 gr. Moszkowi wydawało się, że były to ceny niewygórowane. Dla porównania siły nabywczej złotówki: w latach 30-tych za 1 kg bochenek chleba trzeba było zapłacić średnio 30 gr, czyli za ubój krowy rzezak mógł sobie kupić w tamtym okresie 16 bochenków. Natomiast obecnie średnio 1 kg bochenek kosztuje około 3,30 zł, czyli mnożąc to razy 16 bochenków, to dzisiaj zarobiłby za taką usługę około 53 zł. Wydaje się, że to faktycznie trochę mało. W 1927 roku budżet janowskiej gminy żydowskiej przewidywał po stronie wydatków pobory dla Moszka Chroberskiego w wysokości 1200 zł. Spory z rzezakami (oprócz Moszka był rzezak Mordek Lustiger) trwały jednak nadal, o czym dowiadujemy się z oceny pracy zarządu gminy żydowskiej z 1931 roku.
 
W 1925 roku władze szkolne miasta Kielce zatwierdziły istnienie 12 chederów, czyli szkół żydowskich o charakterze religijnym. Jedną z takich szkół prowadził Żyd o nazwisku Chroberski.
 
Żydzi z własnym językiem, religią i kulturą stanowili bardzo hermetyczną grupę. W okresie międzywojennym w Chrobrzu działało kilka organizacji społecznych, wspomnę tylko te najliczniejsze: Ochotniczą Straż Pożarną, Związek Strzelecki „Strzelec”, teatr amatorski, itp. W żadnej z wymienionych organizacji nie było mieszkańców wyznania mojżeszowego. Mimo, że w niedalekim Pińczowie angażowali się oni np. w działalność straży pożarnej, zasiadali też we władzach miejskich (50% składu osobowego rady miejskiej Pińczowa stanowili Żydzi).
 
1 lipca 1920 roku Sejm RP powołał do życia Radę Obrony Państwa, która miała ponad podziałami partyjnymi zmobilizować społeczeństwo do walki z bolszewikami. Wkrótce powołano wojewódzkie, powiatowe, gminne i lokalne struktury. W powiecie pińczowskim na jej czele stanął Aleksander Erwin Wielopolski, dziedzic chroberski. Przewodniczącym struktur gminnych w Chrobrzu został Maj. Mimo czynnego wspierania kraju w walce z Bolszewikami, w strukturach powiatowych w Pińczowie czy też na poziomie gminy Chroberz, w składzie Komitetu Obrony Państwa nie znalazł się żaden Żyd.
 
Chroberscy Żydzi z tego co udało mi się ustalić, stanowili w większości ubogą warstwę społeczną naszej miejscowości. Chociaż oczywiście zdarzały się wyjątki.
 
W okresie międzywojennym Żydzi mieszkali na ulicy Staropolskiej – na odcinku od obecnego budynku w którym mieści się m.in. sklep spożywczy GS - do zabudowań Pana Ochenduszki. Domy oraz budynki gospodarcze stanowiły bardzo zwartą zabudowę i zbudowane były z drewna oraz gliny i pokryte strzechą. Niestety jeśli chodzi o nazwiska czy też imiona bardzo ciężko je ustalić. Na pewno na Staropolskiej mieszkał Josek i jego syn Walek – rocznik 1919, w podobnym wieku do Walka był Szymek. Na pewno Walek miał siostrę Helenę (Hanę?), o której napiszę w dalszej części materiału. Na przeciwko wspomnianych zabudowań mieszkała rodzina Tarków, w tym samym domu jedno z pomieszczeń wynajmował Żyd Herszel Fajner, który prowadził w nim sklepik. We wrześniu 1939, wraz z wybuchem wojny, Herszel zamknął sklepik z obawy przed Niemcami. Dom w którym mieszkali Tarkowie znajdował się w miejscu gdzie mieszka teraz Lozia.
 
Widok na "Podzamcze" w Chrobrzu. U dołu zdjęcia widzimy ulicę Podzamcze na której znajdowało się getto (1),
w lewej części zdjęcia gospodarstwo (2) w którym ukrywali się Żydzi u Klemensa Bani.
Górna część zdjęcia, prawa strona - tam mieszkały rodziny żydowskie na przeciwko był sklepik Herszela (3). (źródło fot. chroberz.info)
 
Kolejna rodzina (rodziny) żydowska mieszkała na tzw. Olszyku. Jeden z zamieszkujących tam Żydów był szklarzem. Kolejna rodzina mieszkała na Podzamczu. W Chrobrzu mieszkali też Sura i Lejba. Sklepik „drobny handel towarów spożywczych i łokciowych”, istniejący od 1931 roku prowadziła Żydówka Chaja Joskowicz. Sklepy spożywcze mieli jeszcze w Chrobrzu Żydzi M. Fajner oraz M. Szmulewicz, a także kilku katolików.
 
Pochówki zmarłych z małej wspólnoty żydowskiej w Chrobrzu odbywały się na cmentarzach w Pińczowie (w samym Chrobrzu nigdy nie było kirkutu). Do czasów nam współczesnych żaden się nie zachował. Zasługa w tym nie tylko Niemców ale także władz PRL. Pierwszy cmentarz żydowski w Pińczowie zlokalizowany był nad Nidą, przy drodze w kierunku Działoszyc. Wzmiankowany już pod koniec XVI wieku. W 1 poł. XVII wieku założony został drugi cmentarz przy obecnej ulicy Słabskiej (obecnie znajduje się tam m.in. wylęgarnia drobiu). W 2 poł. XIX wieku założono najmłodszy z pińczowskich kirkutów – przy obecnej ulicy Grodziskowej, vis-à-vis cmentarza rzymsko-katolickiego. Obecnie na jego miejscu znajduje się Zespół Szkół Zawodowych. Część macew została sprzedana przez Niemców jeszcze w czasie trwania wojny, część wykorzystano do regulacji Nidy (umocniono brzegi), kolejne posłużyły do wyłożenia dziedzińca młyna zwanego Amerykanką. W 1964 roku ostatecznie zlikwidowano pozostałości po cmentarzach. Niewiele osób o tym wie ale ziemia z pińczowskiego kirkutu (a wraz z nią pozostałości macew, a także fragmenty szkieletów) została wywieziona jako podbudowa pod płyty, którymi wyłożona została obecna ulica Chrobrego, na wysokości budynku szkoły podstawowej i ośrodka zdrowia. Ulicę tą przygotowywano w ten sposób do przewożenia materiałów budowlanych ze stacji kolejki wąskotorowej na budowę nowej szkoły.
 
Cmentarz żydowski w Pińczowie - przed I wojną światową (źródło internet)
 
W okresie międzywojennym nie notowano niesnasek między mieszkańcami Chrobrza, ale oczywiście były wzajemne złośliwości. Na przykład na początku lat 30 – tych odbywało się wesele żydowskie przy obecnej ulicy Staropolskiej. Dzieci i młodzież pozbawione na wsi jakiejkolwiek rozrywki tłumnie zjawiły się, żeby zobaczyć jak taka uroczystość wygląda. Tak zwana kawalerka chroberska, mając latarkę na baterię, postanowiła spłatać figla biesiadnikom. Zaczęli świecić po strzechach żydowskich budynków. Widząc to stara Żydówka, która nie znała takiego urządzenia jak latarka, wszczęła alarm, że budynki się palą! Chłopcy, autorzy „kawału” mieli dużo uciechy, a weselnicy dużo strachu.
 
Młodzi Żydzi nie zawsze trzymali się surowych reguł judaizmu. Ciekawość i chęć zabawy niekiedy przeważała i ciężko było utrzymać zakazy, co do picia alkoholu, czy też koszernego jedzenia. Młodzież katolicka i żydowska mieszkająca w Chrobrzu przyjaźniła się, a niekiedy te przyjaźnie przetrwały piekło II wojny światowej.
 
Furka żydowska z okolic Jędrzejowa - okres międzywojenny (źródło internet)
 
Sądny dzień dla chroberskich Żydów nastąpił wraz z wybuchem II wojny światowej. W pierwszych dniach września 1939 roku do Chrobrza wkroczyli Niemcy – była to obsada dwóch motorów z przyczepkami. Tak zapamiętali to wydarzenie najstarsi mieszkańcy naszej miejscowości. Nie wiadomo dokładnie jak ten początkowy okres wojny wyglądał dla chroberskich Żydów, ale z tego co udało mi się ustalić Niemcy wykorzystywali ich m.in. do roznoszenia znienawidzonych przez Polaków kart z nakazem wyjazdu „na roboty” do Rzeczy. Karty takie roznosił m.in. Żyd na którego mówiono Srulek. Wiadomo też, że w 1942 roku utworzono w naszej wsi swoiste getto. Zlokalizowane było na północnym odcinku ulicy Podzamcze, u podnóża tzw. Zamczyska. Wydzielony został obszar na wysokości obecnej posesji Wojtasika do posesji Stępnia i Kamińskiego. Na tym krótkim odcinku (około 200 m) znajdowało się kilka budynków mieszkalnych, w których zgromadzono Żydów z Chrobrza i okolicznych wiosek. Getto miało charakter otwarty, tzn. że jego mieszkańcy mogli wychodzić poza jego obręb, byle nie opuszczali miejscowości. Mieszkali w nim także uciekinierzy (jeszcze sprzed wojny) z różnych części kraju, którzy liczyli że na wsi represje okupanta będą zdecydowanie łagodniejsze. Do Chrobrza zbiegli pochodzący z Łodzi, przyrodni bracia Dawid Medel (Mendel?) oraz Lejzor Pitesztaj (? nazwisko zniekształcone w przekazie ustnym). Dawid był utalentowanym muzykiem. Skrzypkiem, który przed wojną ukończył w Łodzi konserwatorium muzyczne. Wraz ze swoim bratem, w czasie pobytu w Chrobrzu, grali z miejscowymi muzykantami, ucząc ich nowych utworów, a także techniki gry.
 
Kolumna Żydów (ulica 3 Maja) prowadzona w październiku 1942 roku w kierunku Jędrzejowa
(fot. ze zbiorów Jana Góreckiego, źródło internet)
 
Getto w Chrobrzu było przejściowym miejscem pobytu Żydów, przed wywózką do Pińczowa, a następnie do Treblinki (październik 1942 roku). Niektórym z nich, jakimś cudem udało się uciec. Przed transportem do Pińczowa uciekł zarówno Dawid jak i Lejzor. Nie wiadomo jakie były dalsze losy Dawida. Lejzor natomiast ukrywał się z grupą rodzin żydowskich w ziemiankach, które znajdowały się w lasach chroberskich. We wrześniu 1943 roku zdemaskował ich miejscowy gajowy (za co zresztą po wojnie był sądzony). W asyście granatowej policji, około 18 dorosłych osób oraz niewiadoma liczba dzieci, została przyprowadzona do Chrobrza i osadzona w tzw. kozie, która znajdowała się przy miejscowym urzędzie gminy. Powiadomiono również gestapo w Busku Zdroju. Niemcy mieli przyjechać nazajutrz. W tymczasowym więzieniu rozgrywały się dantejskie sceny. Żydzi zdawali sobie sprawę co ich czeka jak przyjadą Niemcy, pilnujący ich również wiedzieli co im grozi za umożliwienie Żydom ucieczki o co usilnie błagali. Mimo wszystko miejscowe kobiety przynosiły pod kozę żywność i wsuwały przez okratowane okienko. Na drugi dzień hitlerowcy całą grupę poprowadzili przez Olszyk, pod skarpę u podnóża gorzelni. Oprawcy rozstrzelali wszystkich, a miejscowym chłopom kazali pozbierać ciała i ułożyć w wykopanym dole. Po chwili jeden z gestapowców odpalił ładunek, a skarpa osunęła się w dół grzebiąc zabitych oraz tych którym udało się przeżyć egzekucję.
 
Relację o tragicznych losach tej grupy przekazał Władysław Szwedo syn Jana, urodzony w 1932 roku, który do jesieni 1943 roku mieszkał w Chrobrzu. Wspomnienia dla Muzeum Historii Żydów spisała 29 października 2013 roku Agnieszka Wieczorek Z racji jej unikatowego charakteru oraz zgody Muzeum Historii Żydów, postanowiłem przytoczyć ją w całości:
 
„Nie pamiętam dokładnie daty tego wydarzenia. To było dawno, może przed sierpniem 1943 roku. Wtedy zabito mojego wuja Wojciecha Kwaśniewskiego, a niedługo po jego śmierci wynieśliśmy się z Chrobrza. Byłem jeszcze rozbieganym brzdącem, razem z kolegami podsłuchiwałem i podglądałem, co się dało, a Niemcy nas tylko odganiali.
 
Miałem może z 10 lat, gdy widziałem, jak strzelali do Żydów. Mieszkałem tuż obok, na Olszyku. Ludzie mówili, że Niemcy wyłapali ich w pobliskich lasach. Przyprowadzili do Chrobrza, wsadzili do „kozy” przy Gminie i postawili do pilnowania mojego ojca i kilku chłopów. Całą noc słyszałem płacz zatrzymanych.
Chłopi wykopali przy gorzelni dół wielkości niedużego pokoju, szeroki na 4 m i głęboki na 3 m. Stałem kawałek dalej, nie wolno nam było podejść.
 
Widziałem, jak Żydzi – mężczyźni, kobiety i dzieci – szli od „kozy” przez Olszyk w stronę wykopanego dołu. Nie wiem, ilu ich było: może czterdziestu, może mniej. Idąc jeden za drugim zajmowali może około 50 m. Pojedynczo podchodzili do krawędzi. Niemcy kazali im zajrzeć do środka. Wtedy strzelali im w plecy. Strzelających było przynajmniej trzech, ubranych w ciemnozielone mundury. Kiedy już skończyli, chłopi zasypali ciała. Nigdy nie zapomnę widoku unoszącej się i opadającej ziemi. To konali zakopani pod nią ludzie. Potem ziemia przestała się ruszać.
 
Zbiorowa mogiła chyba nigdy nie była oznakowana. Pewnie nie ma już nikogo w moim wieku, kto pamiętałby to wydarzenie.
 
Pamiętam też, jak przy Nidzie rozstrzelano mężczyznę z dwoma synami. Nie była jeszcze zimy, ale mieli na sobie swetry, może marynarki. Ojciec i młodszy z synów zostali zastrzeleni od razu. Wpadli do wody, a starszy syn – może 16-letni – zaczął uciekać. Raz w prawo, raz w lewo. Mężczyźni na brzegu strzelali do niego jak do kaczki. Było ich dwóch lub więcej w granatowych, chyba policyjnych mundurach. Zostawili ciała tak, jak upadły i nikomu nie wolno było ich ruszać. Jednak rano już ich nie było. Nieco dalej, za mostem, znaleźliśmy świeżo usypany grób.
 
Pamiętam jeszcze jedno wydarzenie. Któregoś dnia usłyszeliśmy, że złapali kogoś na polu sąsiadów. Byliśmy ciekawskimi dzieciakami, pobiegliśmy tam od razu. Wśród kopców z ziemniakami leżała młoda Żydówka. W ramionach trzymała dziecko – może ośmio- lub dziewięcioletniego chłopca z kręconymi włosami. Obydwoje nie żyli.”
 
Podczas okupacji Żydzi byli unicestwiani bez względu na płeć czy wiek. Zabijane były całe rodziny. Jedna z najtragiczniejszych historii dotyczy wspominanego już wcześniej szklarza z Olszyka. Do lipca 1943 roku ukrywał się on wraz ze swoją około 10 letnią córeczką gdzieś na terenie Chrobrza. Na kilka tygodni przed zdemaskowaniem musieli z jakiegoś powodu zmienić kryjówkę na tzw. lodownię na terenie chroberskiego parku. Tragedia rozegrała się pewnego deszczowego, lipcowego dnia. Janusz Kucharski (syn ogrodnika z pałacu), który był naocznym świadkiem zdarzenia tak relacjonuje: „W pewnej chwili w stronę lodowni, od strony pałacu biegnie Niemiec z karabinem w ręku. Dobiegł do lodowni, obszedł wokoło budynek, uderzał kolbą karabinu w szczytową ścianę poddasza. Wykrzykiwał po niemiecku. [...] Nagle, ze strychu lodowni z wysokości około 2 m wyskoczył młody Żyd z małą dziewczynką. Niemiec krzyczy - <>. Kobiety stojące pod drzewami mówią po cichu do siebie: „to Żyd z Chrobrza spod Olszyka z córką”.
 
Niemiec kopie i uderza kolbą karabinu nieszczęsnego Żyda. Dziewczynka rozpaczliwie krzyczy, obejmując za nogi katowanego ojca. Staliśmy w milczeniu pod drzewami obserwując ze łzami w oczach rozgrywający się dramat żydowskiej rodziny.
 
W tym momencie aleją lipową idzie mój ojciec (Edward Kucharski był ogrodnikiem u Wielopolskich – przyp. Redakcji). Widząc poczynania Niemca zatrzymał się. [...] zwrócił się do niego po niemiecku: <> [...] Niemiec początkowo nie zwracał uwagi na prośby ojca. Nagle, odskoczył od Żyda i kierując karabin w stronę mojego ojca krzyczy: <>. [...] Mężczyzna (Żyd – przp. chroberz.info) miał około 30 lat, był średniej budowy ciała, miał czarne, kręcone włosy i kilkudniowy zarost. Ubrany był w bardzo zniszczone ubranie i trzewiki. Dziewczynka miała około 10 lat, czarne włoski i śliczne, duże oczy. Ubrana była w granatowe paletko z kołnierzem ze skórki królików, czerwone rajstopy oraz bardzo zniszczone buciki.
 
Niemiec zaprowadził Żyda z córką do pałacu na wartownie. Lokaj pałacowy Antoni Rudzicki opowiadał ojcu, że dziewczynka bardzo płakała. Prosiła o wodę i pytała swojego ojca czy zostaną zastrzeleni. [...] W tym samym dniu, w którym Niemiec odnalazł Żydów zostali oni rozstrzelani przy drodze idąc w stronę Nidy, obok gorzelni pod skarpą. Rozkaz rozstrzelania otrzymał żołnierz niemiecki w randze sierżanta. Podobno odmówił on wykonania rozkazu. Oświadczył, że mała Żydówka przypominała mu jego małą córeczkę. Za odmowę wykonania rozkazu Niemiec został wysłany karnie na front wschodni. Zginął na froncie w parę tygodni później. O wydarzeniu tym opowiadał lokajowi Antoniemu Rudzickiemu [...] Niemiec z pałacu – Kazimierz Edelhof”.
 
Ciała młodego Żyd i jego córeczki spoczywają do dnia dzisiejszego u podnóży ruin gorzelni, czyli nie daleko od grupy Żydów rozstrzelanych w 1943 roku. Miejsce to powinno zostać zbadane i w przynajmniej symboliczny sposób upamiętnione. Jako miejsce kaźni obywateli polskich.
 
Jak pisze Janusz Kucharski w swojej książce „Wspomnienia z Chrobrza z lat 1938 -1948”: „Pamiętam jak w czasie okupacji Niemcy przywieźli grupę Żydów z okolicznych wiosek do Chrobrza. Nad rzeką Nidą, tuż obok mostu postanowili ich rozstrzelać. Niemiec wręczył karabin Komendantowi Posterunku Policji Państwowej z Chrobrza – Kwietniowi, rozkazał zastrzelić młodego Żyda. Komendant strzelał do skazańca, ale go nie zastrzelił. Jeden z Niemców wyrwał karabin policjantowi bijąc go w twarz, posądzając że w sposób celowy nie dokonał egzekucji. W kilka dni później Komendant Kwiecień został wywieziony do obozu do Niemiec.”
 
Podczas II wojny światowej do Chrobrza przybył z Kielc niejaki Żabczyński, który podawał się za „spalonego” na tamtym terenie AK-owca. Działająca w Chrobrzu siatka AK, umożliwiła Żabczyńskiemu zakonspirowanie się i pracę w Urzędzie Gminy w Chrobrzu. Zamieszkał on jako sublokator u Jana Wojtasika przy obecnej ulicy Staropolskiej. W pierwszej połowie 1942 roku Niemcy prowadzili akcje represyjne za nieoddane kontyngenty płodów rolnych, mleka i mięsa. Pewnego dnia z Buska – Zdroju, gdzie siedzibę miało Gestapo, przyjechali SS-mani pod dowództwem Mannteufel i udali się wprost do Wojtasika. Otworzył im młody chłopak Stanisław Wojtasik, do którego zaczęli coś mówić w języku jidysz, jednocześnie świecąc latarką po oczach. Widząc, że ten nic nie rozumie, zapytali czy tu mieszka Jan Wojtasik. Chłopak powiedział, że to po sąsiedzku. Jeden z SS-manów został przy chłopcu, trzymając go „na muszce”, pozostali udali się do domu Jana. Po chwili rozległ się wystrzał. Na drugi dzień okazało się, że Niemcy po wejściu do pokoju zajmowanego przez Żabczyńskiego sprawdzili jego dokumenty. Po upewnieniu się, że jest obrzezany, zastrzelili w łóżku, a Wojtasikowi kazali pochować ciało. Problemy miał Wójt Gminy Chroberz Ciepliński, ale dzięki temu, że jego żona była Czeszką (a więc z kraju który był sojusznikiem Trzeciej Rzeszy) udało się uniknąć represji. Żabczyński okazał się Żydem, który uciekł z obozu w Niemczech. Pochowany został na cmentarzu w Chrobrzu, a w pogrzebie uczestniczyli znajomi Żabczyńskiego z naszej miejscowości.
 
Z kieleckiego getta udało się zbiec Rozalii Goździńskiej wraz ze swoim 6 letnim synkiem. Schronienie znaleźli w miejscowości Byczów w gminie Chroberz. Niestety Rozalia wraz z synem została zastrzelona przez Ekspedycje Karną, która stacjonowała w naszej miejscowości.
 
Były jednak i historie ze szczęśliwym zakończeniem. Jednym z takich przypadków były losy młodej Żydówki, którą wykupił zakochany w niej chłopak – katolik z Chrobrza (nazwisko do wiadomości Redakcji chroberz.info). Ożenił się z nią, a następnie dla jej bezpieczeństwa odprawił do swojej rodziny do Krakowa (była już wtedy w ciąży). Niestety na krakowskim dworcu trafiła na „łapankę”. Dzięki „dobrym papierom” oraz nie żydowskiej urodzie została z innymi złapanymi osobami wywieziona na roboty do Niemiec. Udało jej się tam przeżyć i wrócić po wojnie do męża, a następnie wyjechać z Chrobrza.
 
Niektórzy znaleźli schronienie u swoich katolickich sąsiadów. Nie są to u nas powszechnie znane fakty, ale mamy w swojej społeczności rodziny, które mogą być dumne ze swoich przodków. Ludzie Ci nie zwracając na grożące im niebezpieczeństwo, wznieśli się na wyżyny ludzkiej odwagi i człowieczeństwa. Za samą pomoc Żydom groził wyrok śmierci, a nie mówiąc o ich ukrywaniu, tym bardziej „pod nosem” Karnej Ekspedycji Niemieckiej stacjonującej w chroberskim pałacu
 
Wspomniany wcześniej Walek rocznik 1919 wraz ze swoją siostrą Heleną oraz jej córką, w wieku około 4- 5 lat ukrywani byli przez rodzinę Klemensa Bani i jego żonę Zofię z domu Dobaj. Mieszkający w pobliżu getta, nad rzeką Nidą, Baniowie mieli dwójkę małych dzieci. W tym samym czasie, jak już wspominałem, w Chrobrzu stacjonowali Niemcy. Nie trudno się domyśleć co mogło czekać rodzinę Klemensa jeśli odkryto by u nich ukrywających się Żydów. Walek wraz z siostrą i jej dzieckiem szczęśliwie doczekali zakończenia wojny. W maju 1945 roku, jeden z rówieśników i kolegów Walka kąpał się w rozlewiskach rzeki Nidy na chrobreskich łąkach.
 
W pobliżu zobaczył zaniedbanego mężczyznę z dużym zarostem. Ten widząc jego pytający wzrok, odparł rozbawiony: „Co Ty nie poznajesz?? To ja Walek!” Wkrótce potem Walek wraz ze swoimi najbliższymi wyjechał na Ziemie Odzyskane. We Wrocławiu otworzył restaurację, gdzie kilka razy odwiedzili go znajomi z Chrobrza (nazwiska znane redakcji). Gościł ich przez kilka dni nie żałując jedzenia oraz mocniejszych trunków. W związku z wystąpieniami antysemickimi, które miały miejsce w latach 50 i 60 – tych, nasiliła się fala emigracji Żydów z Polski Ludowej. Walek nosił się z zamiarem wyjazdu do Palestyny lub jednego z krajów Ameryki Południowej. Ostatnie spotkanie Walka z kolegą z Chrobrza miało miejsce w Katowicach. Później kontakt się urwał. Do Państwa Baniów przyszła wprawdzie paczka z pomarańczami z zagranicy jednak jej opakowanie, w tym i adres nadawcy, zostały zniszczone albo podczas transportu albo w urzędzie pocztowym.
 
Niestety nie zawsze Polacy byli tymi dobrymi. Dużo Żydów ukrywających się np. w lasach chroberskich straciło życie z rąk zarówno katolików jak i swoich żydowskich pobratymców. Nie zawsze oferta przechowania była podyktowana humanitaryzmem.
 
Wystarczy przyjrzeć się aktom Instytutu Pamięci Narodowej. Dowiadujemy się z nich o osobach wyznania mojżeszowego, które zginęły/zmarły w Chrobrzu lub lasach chroberskich w tamtym okresie:
1. Jankiel Liberman s.Uszera, ur. 13.05.1892r. – 31.01.1943r. Chroberz
2. Ruda Liberman córka Jankla, ur. w 1918 r. – 27.12.1944r. Chroberz
3. Szaja-Hersz Krzeszewer syn Chemi, ur. 02.04.1918r. – 31.12.1944r. Chroberz
4. Szlama Dawid Minc s. Joska, ur. 1868, zabity przez Niemców w lasach chroberskich 30.11.1942r.
5. Chaja Perla Grinfeld córka Szlamy Dawida, ur. 1890 r., zabita przez Niemców w lasach chroberskich w grudniu 1942.
6. Fajgla Zielony córka Szai, ur. 11.07.1874 r. – 28.02.1943r.
 
Akta te to jedynie wspomnienie o kilku Żydach uśmierconych w naszej okolicy, których rodziny ocalałe z zagłady, zgłosiły się do Sądów Grodzkich czy też Powiatowych o uznanie swoich bliskich za zmarłych.
 
Kilka osób, które dopuściły się zbrodni na żydowskich obywatelach naszego kraju udało się postawić przed wymiarem sprawiedliwości. Alina Skibińska z Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie w swojej publikacji z 2011 roku przedstawia m.in. fragmenty powojennych zeznań i dokumentów urzędowych z procesów wytoczonych sprawcom zadenuncjowania ukrywających się Żydów. Niestety jest także fragment, który dotyczy bezpośrednich okolic Chrobrza. Żydzi ukrywali się w bunkrach stworzonych w kompleksie lasów chroberskich, w których upływało ich całe codzienne życie. Niemcy bardzo rzadko, nie zapuszczali się w te niebezpieczne rejony, z racji aktywnie działającej w naszych rejonach partyzantki czy też band rabunkowych. Obławy hitlerowców w naszych lasach były głównie spowodowane następstwem wydawania kryjówek okupantowi przez miejscowych. Szczególną aktywność w tym prowadził wspominany już gajowy (dane do wiadomości redakcji). Był on do tego stopnia gorliwy, że szantażował sołtysów oraz zastępców z wiosek które były położone wśród lasów aby informowali oni Niemców lub bezpośrednio jego o miejscach ukrywania się Żydów. Gajowemu udawało się też znajdować pomocników w zamian za obietnice dobrego zarobku. Przy ich pomocy oraz zastraszonych władz danej wioski wyszukiwał ukrywających się w ziemiankach Żydów. Nie wiadomo ile osób brało w tym udział, ale 10-ciu było po wojnie sądzonych. Sąd w Kielcach skazał gajowego na 15 lat więzienia, później kara została obniżona do 10 lat. Sołtys otrzymał wyrok 6 lat, a jego zastępca 1 rok, pozostali uczestnicy łapanek dostali wyroki do 2 lat.
 
Tak wyglądały ulice wiosek w latach międzywojennych i po zakończeniu II wojny światowej (fot. internet)
 
11 działoszyckich Żydów uciekło w kompleks lasów chroberskich. Jedna z nich, 22 letnia dziewczyna o nazwisku Zajerman, z zawodu szwaczka, została schwytana przez żandarmów. Za informacje o miejscach gdzie ukryli kosztowności oraz broń obiecano jej, że będzie mogła wrócić do swojego zawodu. Jednak po przeszukaniu bunkrów i znalezieniu dwóch wiader wody, dwóch garnków oraz kawałków chleba zastrzelono ją na miejscu.
 
Jak podaje Skibińska w swojej pracy, dziesięć lub trzynaście osób, w tym dzieci, zostało zastrzelonych przez żandarmerię niemiecką. Ukrywali się w lesie na tzw. podplebanku niedaleko miejscowości Wola Chroberska. Chłopi i gajowy również brali udział w tej akcji. Jeden z ukrywających się Żydów, Walek Jarkiewicz, uciekł i przeżył wojnę.
 
Kolejnym przypadkiem związanym z haniebnym demaskowanie żydowskich kryjówek w lasach chroberskich była działalność leśniczego i jego współpracowników (nazwiska znane redakcji). Za jeden z takich czynów byli po wojnie sądzeni. W czasie wojny poinformowali jednego z mieszkańców Młodzaw Dużych, który był niemieckim informatorem, o tym gdzie ukrywają się Żydzi. Hitlerowcy urządzili obławę, a do uczestniczenia w niej zmusili wspomnianych leśników. Po odnalezieniu bunkrów okupanci wrzucili do nich granaty, a osoby, które jakimś cudem przeżyły były dobijane. Leśniczy na rozprawie sądowej tłumaczył się, że postąpił tak a nie inaczej ponieważ obawiał się reakcji Niemców jeśliby sami znaleźli kryjówki wraz z ich mieszkańcami na jego terenie.
 
Nie dziwią więc próby podejmowania walki zbrojnej przez Żydów, którzy nie chcieli być prowadzeni jak baranki na rzeź. W lasach chroberskich działał żydowski oddział partyzancki Zygmunta – Zejmana Fajnsztajna, którym dowodził również Michał Majtek. Oddział istniał do lata 1943 roku.
 
Po blisko 60 latach od zakończenia II wojny światowej nie ma już w Chrobrzu charakterystycznych mieszkańców. Nie ma śpiewów w jidysz oraz wesel na które przychodziła popatrzeć dzieciarnia z całej wioski. Pozostało jedynie coraz słabsze wspomnienie wśród najstarszych mieszkańców Chrobrza o żydowskich sąsiadach, których dotknęła tragedia holocaustu, ludzkiej nietolerancji i nienawiści.

UZUPEŁNIENIE Nr.1
 
Kiedy w styczniu 2014 roku publikowałem artykuł „Żyli wśród nas”, dotyczący historii społeczności żydowskiej w Chrobrzu i okolicy, nie myślałem że uda się jeszcze coś nowego wnieść do tego tematu w stosunkowo krótkim czasie. Jednak dzięki m.in akcji „Zbieramy archiwalne fotografie” oraz pomocy Czytelników serwisu chroberz.info było możliwe uzupełnienie tego materiału o nowe, dość istotne treści.

Udało się m.in. rozpoznać na archiwalnych zdjęciach dzieci żydowskie z Chrobrza. Niezwykle cenne informacje dotyczyły tragicznych wydarzeń z okresu II wojny światowej, a także o Żydach z Wojsławic.

Na jednym ze zdjęć, udostępnionych dzięki uprzejmości Pani Małgorzaty Judasz z Wojsławic, Pan Janusz Peroń z Wrocławia, dzięki zebranym przez siebie informacjom, rozpoznał żydowskiego chłopca -Aleksandra Kluskę. Jego rodzina mieszkała na Olszyku, a ojciec z zawodu był szklarzem. Tragiczną historię śmierci ojca Aleksandra oraz jego siostry opisałem w jednym z akapitów styczniowego artykułu [Czytaj].
 
Nabijanie tytoniu u Peroniów w Chrobrzu (obecna ulica Ogrodowa, wyjazd w kierunku Wojsławic). Zdjęcie wykonane w latach międzywojennych.
Od lewej: Żyd Aleksander Kluska (ojciec był szklarzem, mieszkali na Olszyku, zginął podczas wojny zabity przez Niemców), Michalska, Stefania Peroń (z męża Gołpyś), za nią stoi Zygmunt Peroń, Franciszka Peroń, Michalska, Michalska. (Za identyfika
cję dziękuje Panu Januszowi Peroniowi z Wrocławia) (arch. Małgorzata Judasz)
 
Ze zdjęcia spogląda na nas 8-9 letni chłopiec, który zarobkowo pomagał rodzinie Peroniów z Chrobrza podczas nabijania tytoniu. Fotografia została wykonana w latach 30-tych XX wieku, przy obecnej ulicy Ogrodowej.
 

Szkoła Podstawowa w Chrobrzu, rok około 1935. Górny rząd od lewej: Zofia Magdziarz, Zofia Grzywna, ??, Zofia Kurczyna, Ryfka (Żydówka), Zofia Marczewska. Drugi rząd od góry, siedzą od lewej: ? Brela z Mozgawy, ??, ??, ??, ??. Trzeci rząd od góry, od lewej strony siedzą: Nauczyciel Stanisław Orliński z synkiem na kolanach, dyrektor szkoły Jan Kocieliński, nauczycielka Dobrzańska, ksiądz Walenty Kański, nauczycielka Orlińska, ??, nauczycielka Stefania Gil. siedzą na podłodze od lewej: ? Bogdanowicz, Natalia Bogdan, Zofia Kowalska, Pelagia Bogdan. (arch. Zofia Koza).
 
Kolejne zdjęcie na którym rozpoznano dziewczynkę żydowską z Chrobrza o imieniu Ryfka, to fotografia z około 1935 roku przedstawiające uczniów jednej z klas miejscowej szkoły podstawowej wraz z gronem pedagogicznym. Niestety nic więcej o Ryfce nie wiemy.

W Wojsławicach mieszkała rodzina Mortki (jeszcze przed wybuchem II wojny światowej przenieśli się z kolonii rolniczej w Byczowie) i do czasu wojennej zawieruchy prowadziła mały sklepik w budynku Łacha. Z wiadomych przyczyn jednak musieli swój biznes zlikwidować. Jak pisze Stefan Sokołowski w swojej książce „Dzielnica Nida” – Oprócz starego małżeństwa Mortków, był jeszcze dwudziestokilkuletni syn Hunek (Heniek) … Córka (Mortka) o imieniu Bolka – piękna blondyna – była mężatką i miała małe dziecko. Oboje z mężem prowadzili ten sklepik … Szymek – mąż Bolki został zmobilizowany na wojnę i już nie powrócił.

W drugiej połowie 1941 roku rodzina ta ukrywała się gdzieś na terenie Wojsławic, ale nie są znane jej dalsze losy.
 
W Wojsławicach mieszkała również rodzina Chaimów, która dzierżawiła miejscowy młyn. Głowa rodziny, stary Chaim odstąpił młyn Wójcikowi i wyjechał w celach zarobkowych do Ameryki. Natomiast część rodziny została w Wojsławicach. Jeden z synów Chaima ukrywał się we wsi. Niestety nie dane mu było dożyć końca wojny. Jego ciało znaleziono na początku 1943 roku niedaleko od brzegów rzeki Nidy, na wysokości Wojsławic.
 
Wiosna 1944 roku również przyniosła tragiczne odkrycia. Po pierwszych roztopach, na jednej z wojsławickich łąk wypłynęło ciało młodego Żyda o imieniu Romek. Jego rodzina mieszkała w Wojsławicach, a on jako jedyny z rodu nie zgłosił się do pińczowskiego getta. Miał nadzieję przeczekać wojnę na wsi. Zginął z rąk osoby, która po wojnie została osądzona i z wyrokiem 7 lat trafiła do więzienia.
 
Dokumenty Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce z końca lat 40-tych i 60 – tych przynoszą kolejne tragiczne informacje o bezprecedensowej eksterminacji ludzi, którzy do niedawna byli ważną częścią społeczeństwa polskiego.
 
W październiku 1943 roku rozstrzelano w Chrobrzu 15 Żydów, prawdopodobnie jest to zbrodnia zrelacjonowana przez Władysława Szwedo [Przeczytaj relację]. Zbrodni tej dokonał Oddział SS z Buska – Zdroju. Wśród zabitych znajdowali się mężczyźni, kobiety i dzieci. Zbiorowy grób znajduje się w pobliżu ruin gorzelni.
 
W listopadzie 1943 roku w pobliżu gorzelni oraz na miejscowym cmentarzu Karna Ekspedycja SS stacjonująca w Pałacu Wielopolskich rozstrzelała 18 osób wyznania mojżeszowego.
 
W roku 1944 żandarmi niemieccy z Buska – Zdroju zamordowali obok mostu na Nidzie (w Chrobrzu) matkę z dwójką dzieci, których złapano w okolicznych lasach. Ciała ich zakopano na miejscu egzekucji i spoczywają tam do dnia dzisiejszego.
 
W tym samym roku na łąkach obok gorzelni Niemcy rozstrzelali 12 Żydów, w tym dwie kobiety i troje dzieci. Osoby dorosłe były w wieku 30 – 40 lat.
 
Tak jak już pisałem w styczniowym artykule, relacje świadków oraz dokumenty świadczą o tym, że Żydzi próbowali stawiać czynny opór niemieckim zbrodniarzom oraz zbrojnym bandom które napadały na ukrywających się w lasach Żydów. Na naszym terenie działał zbrojny oddział „Zygmunta” - Zejmana Fajnsztajna [Czytaj we wcześniejszym artykule]. Jego grupa składał się z kilkunastu uzbrojonych Żydów, wśród których były cztery kobiety. Pod koniec 1943 roku oddział został rozbity w okolicach Michałowa, prawdopodobnie przez policję granatową z Pińczowa. Zginęło trzynastu partyzantów, w tym trzy kobiety i dowódca oddziału - „Zygmunt”. Przeżyło jedynie trzech mężczyzn i jedna kobieta.
 
I tak oto kończy się kolejny rozdział z tragicznej historii społeczności żydowskiej z okolic Chrobrza. Czy uda się ją wzbogacić o kolejne wiadomości? Historia pokazuje, że trzeba być cierpliwym, a ostatnia kropka w artykule nie oznacza zawsze końca tematu.
 
UZUPEŁNIENIE Nr.2

Na nasz redakcyjny adres poczty elektronicznej przyszedł e-mail od p. Artura Szczepanka, który uzupełnia artykuł z cyklu „Czy wiesz, że …”, pt. Żyli wśród nas, o nowe fakty. Serdecznie dziękujemy za to dopełnienie wiedzy, a treść wiadomości przytaczamy w całości.

Z ogromną przyjemnością i zaciekawieniem przeczytałem artykuł "Żyli wśród nas", w nawiązaniu do miejsc kaźni Żydów w Chrobrzu. Chciałbym uzupełnić informację o Dawidzie Mendlu, muzyku z Łodzi. Był on jak wspominasz nauczycielem i aktywnym uczestnikiem życia muzycznego przed wojną w Chrobrzu.

Obraz.jpgPierwszy z lewej Zygmunt Szczypiór z Rudawy, Zygmunt Gil z Chrobrza, Kazimierz Krawczyk, Stanisław Mucha, NN. Lata 60 - te lub 70 - te. (arch. A.Rasińska) 

Mój dziadek Zygmunt Gil - rocznik 1920 był jego uczniem. Mimo, iż Dawid z wykształcenia był skrzypkiem, potrafił również przekazać niezbędną wiedzę i technikę gry na instrumentach dętych. Dziadek mój uczył się u niego gry na klarnecie. Z przekazu dziadka wiem, że ów Żyd usłyszał grę (lub może lepiej dźwięki) jakie dziadek wydobywał na własnoręcznie zrobionej piszczałce. Żyd szedł dzisiejszą ul.Gliniki w kierunku "Olszyka" i na wysokości stodoły mieszczącej się na posesji p.Urbańskiej (dom rodzinny dziadka), usłyszał jak ćwiczy i próbuje wydobywać dźwięki. Zatrzymał się i wstąpił do stodoły, gdzie pochwalił niewielkie wówczas umiejętności gry dziadka, proponując mu jednocześnie aby przyszedł do niego "pod Olszyk" gdzie dokładnie nauczy go grać na klarnecie, który nieodpłatnie przekazał dziadkowi. Był to rok 1936, dokładnie wiem gdyż dziadek zawsze wspominał, że zaczął się uczyć grać u Żyda w wieku 16 lat.

Także dziadek zaczął regularnie przychodzić do Dawida na lekcje, dodam że zarówno instrument (klarnet) jak i same nauki były nieodpłatne (dość rzadka sytuacja). Dawid stworzył kapelę, która od roku 1936 do 1939 grała bardzo aktywnie w Chrobrzu i okolicach na wszelkiego rodzaju zabawach i uroczystościach szczególnie w wynajętej izbie w domu p.Ochenduszko i w karczmie "u Klepki", aż do wybuchu wojny.

d9.jpgZdjęcie wykonane na obecnym skrzyżowaniu ulic Chrobrego ze Staropolską. W tle budynek w którym znajdowała się "karczma" u Klepki w Chrobrzu. Z lewej strony zdjęcia droga do parku - ul. Staropolska przecinająca Gliniki. Stoją od lewej: Józef Koza, Jan Koza, Stanisław Maj, Józef Domagała, Stanisław Koza. Zdjęcie wykonano na przełomie lat 20-tych i 30-tych (arch. Łukasz Domagała)
 

W skład kapeli wchodzili jeszcze dwaj bracia Szczypiór z Rudawy; Zygmunt rocznik 1920, grający na kornecie i Stanisław grający na drugich skrzypcach jako sekund do prymu Dawida. Klarnet był szczególnie docenianym instrumentem wśród Żydów ze względu na specyficzną barwę dźwięku i możliwości wykonawcze idealnie oddające charakter zarówno religijnej jak i rozrywkowej muzyki żydowskiej. Do dnia dzisiejszego jestem w posiadaniu instrumentu jaki dziadek dostał od Żyda który przywiózł go z Łodzi. Dawid pokazał mojemu dziadkowi profesjonalne i nietypowe chwyty i technikę gry pozwalające wydobywać b.wysokie dźwięki podobne do rejestru skrzypiec, gdzie w późniejszych latach, powojennych, podczas "konfrontacji" z okolicznymi muzykantami, dziadek zawsze był pytany jak to się dzieje że oni nie potrafią grać tak wysoko, a dziadek umie. Relacja ta jest potwierdzona przeze mnie u ś.p. Stanisława Muchy który przez lata współpracował z moim dziadkiem w różnego rodzaju kapelach.

Niezwykle cieszę się że dzięki Twojemu artykułowi mogłem poznać personalia pierwszego nauczyciela gry mojego dziadka i jego dalsze losy, gdyż z przekazu dziadka zawsze istniał on jako nauczyciel – „Żyd spod Olszyka”. 

Pozdrawiam serdecznie,
Artur Szczepanek

UZUPEŁNIENIE Nr.3

 
Autor: Paweł Bochniak,
Autor dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i oparte na faktach oraz aby nie naruszały praw osób trzecich. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości proszę o kontakt pod adresem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów w całości bądź we fragmentach zawartych w artykule bez wiedzy autora zabronione.
 

Zwracam się do naszych Internautów o pomoc w zbieraniu informacji dotyczących Chrobrza, jego historii, miejsc i ludzi. Jeśli posiadacie jakieś wiadomości czy też zdjęcia lub dokumenty, to proszę o kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. , tel. kom. 692 427 281. Stwórzmy razem kompendium wiedzy o Chrobrzu!

Zachęcam do zapoznania się z pozostałymi artykułami z cyklu "Czy wiesz, że..."